O pedofilii zdarzało mi się już pisać. Generalnie uważam, że dzieje się w tej sprawie coś niedobrego i to nie dlatego, że pedofila jest jakimś szczególnym problemem, ale raczej dlatego, że pełni rolę wygodnego straszaka i przydaje się do ideologicznych manipulacji. Niedawno jednak natrafiłem na ciekawy wpis na jakimś blogu:
Dzięki Gazecie Wyborczej w Polsce zaczyna sie kolejna odslona popularnej zabawy ludowej pod nazwą “Akcja pedofil”. To coś takiego jak “Taniec z gwiazdami” - minus niebezpieczne dla zdrowia wygibasy.
Zasady tej zabawy już wam kiedys opisywałem. Chodzi w niej głównie o to, żeby skutecznie przypierniczyć komuś, komu przypierniczyć jest zapotrzebowanie. Niestety, w silnym trendzie przypierniczeniowym, jaki w Polsce od lat występuje, trudno już czymś pobudzić publikę.
No i tutaj “Pedofil” sprawdza się niesamowicie. I choć za “Pedofila” mozna tez podstawic jakieś inne modne w danej chwili słowo, to pedofil jest jak dżoker. Zawsze bije inne karty i jest uniwersalny
Gość trafiony “Pedofilem” leży i kwiczy. Z pedofila się nie wybronisz. Nikt nie wstawi się za kimś, kto ogłoszony zostanie pedofilem. Bo kto się wstawi, ten sam jest pedofil. To taki berek z trędowatym.
Reszta wpisu już jest mniej błyskotliwa, bo przechodzi w antyklerykalny bełkot, ale powyższe jest niezmiernie trafne. Już samo krytyczne podejście do antypedofilskiej histerii “załawia” miejsce wśród obrońców zboczeńców. Nie podoba ci się prawo, które penalizuje posiadanie rysunków o seksualnym charakterze z postaciami przypominającymi dzieci? To jesteś obrońcą zboczeńców i zwolennikiem gwałtów na małych dzieciach!
Lato tego roku zaobfitowało w Polsce w konferencje o tematyce wolnościowej.
7-8 czerwca odbyła się w Kazimierzu Dolnym konferencja naukowa po tytułem “Libertarianizm - teoria, praktyka, interpretacje”. Zorganizowana została przez Zakład Filozofii Polityki i Komunikacji Społecznej UMCS, a uczestniczyli w niej prelegenci i słuchacze ze różnych krajowych uczelni, plus niezrzeszeni, w tym ja.
Tematyka prelekcji była szeroka, nie zawsze tak naprawdę dobrze zahaczająca o temat konferencji, ale to pierwsze koty za płoty. Widać, że hasło “libertarianizm” daje w środowisku naukowym jakiś odzew, co jest zdecydowanie pozytywnym objawem. Dobrze byłoby jednak, aby dla ludzi nauki libertarianizm nie kojarzył się jedynie z książką “Anarchia, państwo, utopia” Roberta Nozicka. Było też parę mocno libertariańskich prelekcji, co nie dziwi zważywszy na ich, skądinąd znanych mi autorów.
Materiały z konferencji ukażą się drukiem jako wydawnictwo naukowe UMCS w bliżej nieokreślonej przyszłości.
Druga konferencja, która odbyła się w ostatni weekend, czyli 28-29 czerwca w Warszawa, to wiosenna edycja corocznych konferencji Libertarian International. Temat “Libertarian Philosophy in XXIst Century”. Prelegenci zdecydowanie z jednej drużyny, czyli wolnościowej i prawie wszystkie prelekcje na temat, Ciekawe dyskusje i nowe twarze.
Dla odmiany, materiały wideo (tak XXI wiek) z części wystąpień wkrótce opublikuję na YouTube, gdy tylko skończę je zgrywać i obrabiać. Niestety, miałem za mało czasu, aby przygotować się do rejestracji wszystkich wystąpień, ale na pewno pokażę najciekawsze.
Eric S. Raymond, jeden z ojców ruchu wolnego oprogramowania i dość radykalny wolnościowiec powraca po dwóch latach do blogowania.
Jeśli masz ochotę na mały eksperyment z muzyką elektroniczną, to na stronie serwisu Hobnox znajdziesz programik Audiotool, który w przeglądarce uruchomi ci małe studio:
Do dyspozycji dostajesz elektroniczne emulacje kultowych instrumentów Rolanda: TR-808, TR-909 i TB-303. Dwie maszyny perkusyjne plus dwa sekwencery basowe. Do tego 2 zestawy przydatnych pudełek efektowych, które można dowolnie łączyć z wyjściami instrumentów. Całość spina wielokanałowy mikser, bo możliwości generowania dźwięków jest sporo. Można urządzenia programować, gałeczki działają zgodnie z oczekiwaniami, no i zabawa na cały wieczór. Niech rozpocznie się tworzenie!
Jakiś czasem temu opisałem zarobkowy proceder amerykańskiej organizacji RIAA, który pokrótce sprowadzał się do tego, że po groźbą niesłychanie kosztownego procesu ludzie jedynie posądzeni o naruszanie praw autorskich w sieciach P2P zmuszani byli do zawarcia “ugody”, czyli zapłacenia relatywnie taniego haraczu na rzecz RIAA w zamian za odstąpienie od procesu.
Nie jesteśmy gorsi, bo i nas Kancelaria Prawnicza OBIG rozpoczęła akcje w oparciu o ten sam schemat. Kwoty są znacznie niższe, niemniej jednak dotkliwie, szczególnie dla młodych ludzi, których wiedza na temat swoich praw jest bardzo mierna. Podobnie jak w przypadku akcji RIAA, jedynym “dowodem” jest informacja o adresie IP, z którego rzekomo dokonywano naruszania praw autorskich podmiotów, które reprezentuje kancelaria OBIG.
Miecz sprawiedliwości nie spadnie, jeśli delikwent zapłaci 600 PLN na konto kancelarii OBIG, opublikuje płatne ogłoszenie w Wyborczej o określonej treści (za 1200 PLN), a następnie podobne ogłoszenie opublikuje w serwisie p2p.info.pl. Ciekawi mnie, czy dziennikarze śledczy z Wyborczej zainteresują się tematem? No i co będzie, jeśli serwis p2p.info.pl zabroni w swoim regulaminie publikacji tych oświadczeń? Ja bym nie chciał robić firmie OBIG reklamy w ten sposób.
Vagla zauważa sporo nieścisłości w prezentowanych dokumentach.
No doczekaliśmy się wreszcie oficjalnego ogłoszenia. Nowy iPhone, 3G z GPSem. Wersja 8GB za jedyne $199. Chyba sobie go kupię, bo moje doświadczenia z użytkowania iPoda touch są jedynie pozytywne. Mam nadzieję, że zostanie odpowiednio szybko zhackowany, abym mógł się cieszyć dobrodziejstwem nieoficjalnych aplikacji.
Nareszcie doczekaliśmy się. Robert Kubica wygrywa wyścig Formuły 1 o Grand Prix Kanady. Brawo!
Nikotyna pomieszana z wodą, glikolem propylenowym i dodatkami smakowymi w specjalnym kartridżu podgrzewana przez specjalny elektryczny żarnik. Elektryczny papieros NJOY.
Możemy cieszyć się nieszkodliwym “dymkiem” wszędzie, gdzie dotychczas zabronione było palenie, dostarczając organizmowi nikotyny czy choćby samej mechanicznej czynności palenia. Ciekawe, kiedy obłożą go akcyzą?
Mój poprzedni wpis wywołał dość zawziętą dyskusję, wiec aby ją podtrzymać posłużę się innym artykułem “O prawie do broni raz jeszcze“, tym razem kobiecego autorstwa. Co ciekawe, autorka porusza tam wiele tematów, które przewijały się w komentarzach pod moim poprzednim wpisem, więc proszę dyskutantów o przeczytanie go. Cytat:
Pytany, dlaczego tak przeraża go wizja pojedynczych wypadków z bronią, a nie żąda zakazu posiadania pojazdów mechanicznych, przeciwnik broni najpierw odpowiada „samochód to nie broń, nie można ich porównywać”, by następnie jednym tchem powoływać się na pijanych kierowców jako argument za zakazem posiadania broni. Przecząc temu, że obywatel może skutecznie obronić się za pomocą pistoletu, przeciwnik broni zapewnia, że ten sam obywatel będzie umiał zrobić to pałką. Widząc w każdym swym sąsiedzie uśpioną bestię, która obudzi się z chwilą, gdy dostanie broń do ręki, przeciwnik broni swym oponentom przypisuje paranoiczny stosunek do rzeczywistości. Przeciwnik broni zarzuca kompleksy i frustracje tym, którzy choć zwady nie szukają i mają odwagę przyznać się do strachu, gotowi są z tym strachem walczyć. Przeciwnik broni wierzy, że każde obserwowane na świecie negatywne następstwo dostępu do broni ziściłoby się w Polsce, ale nie zdarzyłoby się u nas nic, co za granicą jest pozytywnym skutkiem rozpowszechnienia legalnej broni.
Parę tygodni temu “Rzeczpospolita” opublikowała bardzo dobry artykuł dotyczący jednego z fundamentalnych praw człowieka, czyli prawa do samoobrony, oczywiście środkami, która uzna za stosowne i skuteczne. Chodzi,o inicjatywę liberalizacji prawa dostępu do broni palnej. Inicjatywę, która zostanie szybko i skutecznie pogrzebana.
Tylko brakiem chłodnej refleksji tłumaczyć można tak wielki opór przeciwko liberalizacji w kraju, w którym każdy może broń posiadać, jeżeli zostanie myśliwym. Tylko zacietrzewienie pozwala na akceptację sytuacji, w której hobby polegające na strzelaniu do zwierząt posiadanie broni usprawiedliwia, a chęć obrony żony przed gwałtem już nie.
Nie jest objawem namysłu ignorowanie zdecydowanie pozytywnych skutków liberalizacji i uleganie argumentom, które w dziedzinie informatyki przekładałyby się na żądanie wprowadzenia zakazu posiadania komputerów, by przeciwdziałać sytuacji, w której zamiast czaić się po gościńcach, zbójcy atakują bankowe strony internetowe. To droga donikąd.
Argumenty za liberalizacją są wystarczająco poważne i liczne, by bez ryzyka śmieszności pochylić się nad inicjatywą Andrzeja Czumy z większą niż dotychczas starannością, mając też świadomość, że podobnie jak nikt inny, i on nie domagał się wprowadzenia w Polsce nieograniczonego dostępu do broni. Zaproponował jedynie, by pozwolenia na broń nie można było uznaniowo odmówić praworządnemu i zdrowemu na umyśle obywatelowi. Ustawowy mechanizm zamiast administracyjnej uznaniowości, co do zasady wszak przez Platformę Obywatelską krytykowanej – oto sedno samotnej szarży posła Czumy.
Przyznam się, że nie spodziewałem się w mainstreamowej prasie ujrzeć coś takiego.
















