Kategorie
Infoanarchizm

O szkodliwości patentów na oprogramowanie

Zwolennicy wprowadzenia patentów na oprogramowanie w Europie argumentują, że poza domniemanymi rozlicznymi korzyściami dla rozwoju i innowacji branży IT, patenty takie nie będą miały wcale wpływu hamującego na działalność programistów. Oczywiście nikt nie będzie patentował rzeczy trywialnych i programiści nie mają się czego obawiać. Niestety, fakty nie stoją za takim stanowiskiem. Potencjalne korzyści są bardzo iluzoryczne i dotyczą one jedynie posiadaczy patentów, a szkody są i będą jak najbardziej realne, godząc w oprogramowanie i rozwiązania informatyczne dotyczące szerokich rzesz użytkowników komputerów.

W 2004 roku firma Open Source Risk Management zleciła badanie dotyczące tego, jakie istniejące obecnie patenty amerykańskie narusza kernel wolnego systemu operacyjnego Linux. W rezultacie odkryto, że kernel obecnie narusza aż 283 patenty wydane przez amerykański Urząd Patentowy.

Jak widać na przykładzie, każdy poważniejszy kawałek programu komputerowego ma przeolbrzymie szanse naruszać jakiś patent. I to nie jeden, ale kilkadziesiąt albo kilkaset, w zależności od złożoności danego programu. A kernel to jedynie mała część całego systemu operacyjnego – nie wiadomo, ile jeszcze innych patentów naruszają jego pozostałe komponenty oraz inne oprogramowanie zazwyczaj dystrybuowane wraz systemem Linux. To dobitnie dowodzi, że nie mają racji ci, którzy twierdzą, że wpływ patentów będzie niewielki.

Wymienione patenty zostały wydane, ale jeszcze nie zweryfikowane przez sądy w ewentualnych procesach o naruszenie patentu. Amerykański Urząd Patentowy ma tę właściwość, że ostatnimi czasy wydaje patenty niemal maszynowo, nie badając specjalnie zasadności wydania patentu – czyli jego, na przykład, oryginalności. Posiadanie patentu nie oznacza jeszcze, że zostanie on utrzymany w sądzie, gdyż strona broniąca się przed zarzutem naruszenia patentu może po prostu wykazać brak zasadności w wydaniu go i w ten sposób wygrać proces. Problem w tym, że patenty posiadają najczęściej firmy duże, dysponujące armią prawników i sporymi pieniędzmi, albo wręcz firmy, których jedyną działalnością jest gromadzenie puli patentów i wyłudzanie opłat licencyjnych od małych firm zagrożonych niezmiernie drogim procesem sądowym (średnio kosztującym od 2 do 4 milionów dolarów). W ten sposób nawet posiadacze patentów, które nie powinny były być w ogóle przyznane, mogą zrobić spore zamieszanie.

Czy rzeczywiście o taką przyszłość przemysłu oprogramowania nam chodzi? O ciągły strach przed naruszeniem czyjegoś patentu, definiującego jakieś stare i od dawna używane metody programistyczne? To tak ma wyglądać przyszłość innowacji?